Pokazywanie postów oznaczonych etykietą efekty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą efekty. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2015

Rok pierwszy mojej drogi przez mękę, czyli podsumowanie :)

Skąd taki tytuł wpisu? Bo raz już go użyłam w swoim dzienniku, a poza tym świetnie obrazuje to, co się ze mną działo ;) Z przymrużeniem oka, of kors :)
Mniej więcej w połowie stycznia 2014 roku rozpoczęłam treningi z Jillian Michaels. Muszę przyznać, że to była bardzo miła odmiana, która dała mi nowego kopa w moim owczym pędzie (no niestety...) do perfekcji.
Rozpoczęłam od 30 Days Shred, dołączyłam do tego Six Week Six Pack i poprawiłam 30-dniowym wyzwaniem przysiadowym. I to 3 pod rząd: najpierw zwykłe squaty, później sumo, a na koniec zwykłe z obciążeniem. Takich wyzwań jest oczywiście całe mnóstwo, ale ja poleciałam tym systemem:






Przy okazji przypomnę prawidłową technikę wykonywania przysiadów ;)




i przysiad sumo:

Tu z obciążeniem, nazywany przysiadem plie. Oczywiście można robić bez obciążenia, ale z jest bardziej efektywne :) Zasady utrzymania pozycji jak przy zwykłym squacie czyli plecy proste, łopatki ściągnięte, kolana nie wychodzą przed palce, stopy płasko na ziemi (nie wspinamy się na palce)

W rezultacie znowu robiłam dwa filmiki dziennie + do tego przysiady. Przyznam, że miałam i mam lekkiego (no dobra, trochę więcej niz lekkiego) fioła na punkcie wyglądu moich ud, którym wciąż daleko do wymarzonego ideału:


Może za 100 lat ;)
Wracając na Ziemię...
Po roku treningów, podczas którego przez mój pokój przewinęło się kilka trenerek ;) moje efekty  w końcu stały się w miare zadowalające. Muszę przyznać, że zmiana na Jillian naprawdę wyszła mi na dobre. To i trzymanie zbilansowanej diety. A w zasadzie to pewnie bardziej to drugie ;)

Przed treningami:



I rok później, tj 17.5.14:





Tak to mniej więcej wyglądało :) Najwyraźniej waga i wymiary chwilowo przestały mnie pasjonować, ponieważ nie mogę się dogrzebać żadnych notatek przedstawiających mój progres w czysto matematyczny sposób. Pewnie poszłam po rozum do głowy i oparłam się tylko na tym, co widzę w lustrze :) Czego i wam życzę :)







sobota, 24 stycznia 2015

No to przegięłam...

Przesadziłam. Pchana do przodu przez nieopanowaną żądzę sukcesu, opętana przeświadczeniem o tym, że więcej znaczy lepiej, doprowadziłam do tego, że mój organizm pokazał mi środkowy palec. Przegięłam bagietę. Przetrenowałam się.
Z założenia i z obserwacji wspaniałych, zaledwie miesięcznych metamorfoz na profilu Chodakowskiej (taaaa, teraz wiem, że to pic na wodę dla naiwnych) powinnam już wyglądać co najmniej tak:





Natomiast bardziej przypominałam to poniekąd słodkie zwierzątko, przynajmniej jeśli wziąć pod  uwagę moje samopoczucie i chęć do podjęcia jakiejkolwiek aktywności fizycznej (o umysłowej zapomniałam już dawno ;))



Po tej całej kompilacji Skalpeli, Turbo i w końcu, uchowaj nas borze liściasty, Killerów, zaczęłam słabnąć.
Nie byłam w  stanie zrobić całego 40-minutowego treningu, aż w końcu po prostu zasłabłam w trakcie Turbo lub rzeczonego Killera, w tej chwili już nie pamiętam. Nawiasem mówiąc, Killer zresztą w pełni zasługuje na swoja nazwę. Potem zaczęłam trząść się jak galareta nawet w połowie Skalpela. Wreszcie doszło do tego, że non-stop było mi słabo, miałam kołatanie serca, mdłości, kręciło mi się w głowie, źle sypiałam. Wreszcie podjęłam jedyną słuszną decyzję i powlokłam się do swojego lekarza rodzinnego. Na moje pytanie, czy to może być przemęczenie organizmu, bo od pół roku ćwiczę, pan doktor odpowiedział z pełnym przekonaniem, że skądże znowu, że na początku to tak, jak najbardziej, ale to JUŻ PÓŁ ROKU :). Z tego miejsca pragnę nadmienić, że pan doktor może skończył medycynę, ale z całym szacunkiem, o treningach gówno wie. Przetrenować to się można po miesiącu, roku i 10 latach. Teraz to wiem. Wtedy pokornie pokiwałam głową, przyjęłam teorię pana doktora mówiącą o wielkim stresie, który ściska mnie za gardło i potulnie  podreptałam zrobić podstawowe badania krwi, które oczywiście pokazały, żem zdrowa jak koń. Te wszystkie sensacje zdrowotne wymusiły na mnie dość mocne ograniczenie aktywności fizycznej, w zasadzie na początku kłopotów czułam się jak zwłoki nawet leżąc na kanapie, więc  na jakiś czas całkowicie zrezygnowałam z treningów.
Teraz, bo niemal 2 latach wiem, jak ważna jest regeneracja. Wiem, że jeśli ciało daje sygnały, że ma dość, to trzeba przystopować. Ale wtedy, jak napalona początkująca "fitnesska" tego nie wiedziałam :) Jeśli od dłuższego czasu nie macie ochoty ani sił na trening, a zmiana zestawu nie pomaga to może być sygnał, że pora zrobić kilkudniową przerwę. Taka przerwa na pewno nie zniweczy Waszych dotychczasowych wysiłków (właśnie tego bałam się najbardziej, tydzień przerwy i znów zmienię się w


Za to po przerwie wraca się do treningów ze zdwojona energią :)

Oczywiście jeden dzień w tygodniu to absolutny mus, o którym nie muszę nikomu przypominać :)



Zanim moje ciało odmówiło współpracy, wyglądałam tak:

1.11.2013r










 Osłabienie organizmu i ograniczenie aktywności fizycznej trwało mniej więcej do końca roku 2013.


piątek, 23 stycznia 2015

"Trening z gwiazdami" - Ewa Chodakowska

Był to drugi trening od Ewy, za który się zabrałam. Jest on mało popularnym treningiem pani Ch., po kilkakrotnym przebrnięciu przez ten zestaw wiedziałam już, dlaczego tak jest.



 Poziomem trudności przypomina "Skalpel", konstrukcja treningu jest jednak zupełnie inna. Filmik składa się z 3 części, każda prowadzona jest z inną "gwiazdą"
1. Ola Szwed - Balance trening. Wszystkie ćwiczenia mają za zadanie poprawić naszą koordynację ruchową i równowagę. Ta część nudziła mnie niemiłosiernie, zresztą za samą Ola też nie przepadam. Być może dlatego, że nie znoszę "Rodziny zastępczej".
2.Beata Sadowska - Power Trening. Jest to po prostu dość intensywne (jak dla osoby początkującej, jaką wtedy byłam) cardio. Z niewiadomych dla mnie powodów pani Beata ubrana jest jak Eskimos. Cud, że dotrwała do końca tej części. Trening ma za zadanie przyspieszyć spalanie kalorii, być może podskakiwanie przez 15 minut podniesie nam tętno, ale  w to "ekspresowe spalanie" szczerze wątpię ;). Tak czy inaczej, chyba najbardziej udana część całej płyty, bo przynajmniej człowiek czuje, że ćwiczy.
3..Karolina Malinowska - Superset. Jest to zestaw ćwiczeń wzmacniających plecy i brzuch. Można przy nim odpocząć po poprzednim cardio :) Brzuch trochę piecze, ćwiczenia na plecy są dość łatwe i raczej nie męczące. Ta część była dla mnie dość relaksująca, więc szałowych efektów się po niej nie spodziewałam.

Cały "Trening z..." uważam za mało udany. Taka popierdółka, coś łatwego, co pozwoli odpocząć od równie łatwego, ale  trochę mniej nudnego "Skalpela". Na koniec przyczepie się do dwóch rzeczy:
1. Nie wiem, jak niskim nakładem kręcono ten filmik, ale pogłos, który się niesie uniemożliwia zrozumienie połowy tego, co mówi Ewa. Być może wersja "legalna" jest lepsza, ale ta z YT niestety jest bardzo średniej jakości.
2. Nie mam pojęcia, dlaczego poszczególne ćwiczenia nie zostały uprzednio przećwiczone z dziewczynami. Pomijam chwianie się Oli i zadyszkę Beaty, to nieistotne, nie maja kondycji, jest OK. Ale moim skromnym zdaniem przed nagraniem należałoby powtórzyć kilka razy każdy zestaw, bo błędy techniczne w wykonywaniu ćwiczeń i mylenie się jest mało profesjonalne.

środa, 21 stycznia 2015

Trudne (?) początki

Stało się, podjęłam decyzję o wprowadzeniu zmian. Ponieważ akurat zaczynała się moda na Chodakowską, teściowa akurat rzuciła tym nazwiskiem, jak mogłam nie spróbować? Spróbowałam. Na pierwszy ogień poszedł "Skalpel" (moja opinie o treningu można przeczytać TU



Jak przyszło na pełnoetatową meduzę, po 10 minutach już się zasapałam, a po 20 miałam serdecznie dość. Mimo to twardo dotrwałam do końca, robiąc po drodze przerwy na złapanie oddechu ;) Na następny dzień miałam niezłe zakwasy na brzuchu, chyba pierwszy raz w życiu nie mogłam bez kwiku pokroić kotleta.  Wiedzieliście, że przy krojeniu czegoś na talerzu napina się brzuch? Ja też nie :)

Po dokładnie 13 dniach z Chodakowską coś niecoś ruszyło się na brzuchu i boczkach. Tyłek nadal wisi, cellulit w pełnej krasie, ale przynajmniej znika odcisk od fotela ;)

27.5.2013 r





 


TU znajdziecie moją recenzję Skalpela Ewy Chodakowskiej